Łyżwiarskie miasto

Artykuł ten zacznę od historycznej ciekawostki, o której młodzi mieszkańcy Pruszkowa zapewne nie wiedzą, a starsi już nie pamiętają. Na zamarzniętej tafli największego zbiornika wodnego w Parku Potulickich rozgrywano Mistrzostwa Polski w łyżwiarstwie szybkim. W roku 1938, 1946, 1947 i 1948. Dla niektórych osób może to być szok, dla mnie również był gdy pierwszy raz usłyszałem o tym od ojca. Tor wytyczony dookoła wyspy nie był pełnowymiarowy i z tego powodu zawodnicy musieli robić o jedno okrążenie więcej niż w innych zawodach, ale nadal nie przeszkadzało to, by w naszym parku powstał naturalny tor łyżwiarski na którym rozegrano ogólnopolskie zawody. Zapytacie kto to organizował? Miasto, moi drodzy czytelnicy – zaangażowano uczniów pobliskich szkół, którzy w ramach zajęć WF przygotowywali taflę. Jeździli na łyżwach holując sanki z beczką wody za którymi ciągnęła się filcowa szmata. Woda wyciekająca z beczki kapała na szmatę, co pozwalało na uzyskanie cienkiej, szybko zamarzającej warstwy wody i otrzymanie gładkiej jak lustro tafli lodu. Genialne w swej prostocie i zarazem niezwykle skuteczne. Kiedyś w Pruszkowie działała pierwszoligowa drużyna hokejowa, która trenowała na lodowisku znajdującym się w miejscu hali Znicz – tak, tak dobrze Państwo widzą, hala Znicza planowo była lodowiskiem. Później nasze miasto przeżywało okres „koszykarski” więc zmieniono plany i dobudowano halę.

 Naturalne lodowisko dostępne od zawsze

 

Janusz Kalbarczyk - zwycięzca Mistrzostw Polski w wieloboju w Pruszkowie w latach 1938, 1946 -1948

Janusz Kalbarczyk – zwycięzca Mistrzostw Polski w wieloboju w 1938, 1946 –
Fot. http://lyzwyszybkie.republika.pl

Jeżdżę na łyżwach odkąd pamiętam, za młodu, do parku chodziłem z rodzicami i pamiętam, że od zawsze trzeba było mieć ze sobą łopatę do odśnieżania żeby odgarnąć zalegający śnieg by móc się poślizgać na miejskim stawie. Gdy trochę podrosłem, umawiałem się z paroma kolegami, kto miał to brał łopatę i odśnieżało się małe boisko, na którym można było pograć w hokeja. Od kilku lat jak tylko staw skuje lodem biorę łopatę i odśnieżam ślizgawkę, nie tylko dla siebie, ale dla innych również. Wszystkie miasta starają się zimą otwierać miejskie ślizgawki. Miasto Pruszków w takowe również zainwestowało. Parę lat temu zbudowano na terenie MOSu ślizgawkę dla mieszkańców. Inwestycja głośno ogłaszana, wielka atrakcja i wielkie rozczarowanie, koniec końców. Ktoś z mądrych głów powiedział: „Musimy mieć miejskie lodowisko” więc je zbudowano. Dopiero później zaczęto się zastanawiać co z nim zrobić. Problemów było mnóstwo  zaczynając od tego, że ślizgawka przez połowę zimy była zamknięta bo nie miał kto „obsługiwać” lodowiska.  Gdy znalazła się odpowiednia osoba okazało się, że rolba również nie działa i bez tego nie da się naprawiać lodowiska po całym dniu użytkowania. Po co komu lodowisko na którym nie można jeździć? Kolejnym problemem było brak możliwości wypożyczenia łyżew. Sprawa dość prosta, ale powodująca, że nawet blisko mieszkające osoby wolały jechać do Warszawy bo tam na takich lodowiskach można wypożyczyć łyżwy. Zastanawiam się po co budować taki obiekt, skoro wystarczy odśnieżyć już posiadany? Przecież taka miejska ślizgawka bez wypożyczalni, nie różni się niczym, poza ograniczonym rozmiarem, od miejskiego stawu, który już jest i co roku zamarza tak samo.

 Wystarczy tylko chcieć

Przez całe swoje życie spotkałem się tylko raz z tym, że służby miejskie postanowiły zorganizować miejską ślizgawkę w parku Potulickich. Było to jakieś 3 – 4 lata temu. Zima tego roku trwała niezwykle długo, od samego początku grudnia były bardzo niskie temperatury. Po pierwszym tygodniu mroźnych dni na stawie pojawili się pierwsi łyżwiarze, odśnieżyli sobie ścieżki po których razem z rodzinami jeździli. Ten rok był jednak inny – pod koniec zimy w drugiej połowie lutego, w czasie ferii zimowych miasto postanowiło zrobić „prawdziwe” lodowisko dla dzieciaków które nigdzie nie wyjechały – zima w mieście Pruszków. Przyjechał mały pług śnieżny, odgarnął obszerne koło. Następnie do parku wjechał beczkowóz i zaczął zalewać odgarnięte koło wodą. Wyglądało to naprawdę porządnie. Stałem i przyglądałem się z podziwem. Problem był jeden, ale dość istotny przy tworzeniu lodowiska – dwa dni później przyszła odwilż, zaczął padać deszcz i całą pracę szlag trafił. Czemu się tak stało? Główny problem moim zdaniem tkwi w tym, że ludzie w urzędach nie chcą widzieć co robią mieszkańcy miast, którymi zarządzają. Nie wierzę po prostu, że nikt z osób podejmujących decyzję nie widzi tego, że w Parku Potulickich, jak tylko staw zamarznie odpowiednio, pojawia się bardzo wielu mieszkańców, często z całymi rodzinami.   Problem tkwi w tym, że osoby odpowiedzialne siedzą w urzędach, z nosami w papierach zamiast wyjść do mieszkańców i zapytać się: Co możemy, kochani Mieszkańcy, dla Was zrobić? Nie potrzeba tu wielomiesięcznych planów, trzeba zwrócić uwagę czy mieszkańcy już wchodzą na lód, opłacić jeden dzień pracy odpowiednio przygotowanych służb i nasze miasto może się szczycić najlepszym lodowiskiem w okolicy, a nie każde miasto ma tak duże zbiorniki wodne w centrum miasta. Wystarczy tylko chcieć.

Zima w Pruszkowiehttps://www.pruszkowmowi.pl/wp-content/uploads/2014/01/panczenistki1960.jpghttps://www.pruszkowmowi.pl/wp-content/uploads/2014/01/panczenistki1960-300x300.jpgRafał KrólPruszkówRafał KrólSport,,,,,
 Łyżwiarskie miastoArtykuł ten zacznę od historycznej ciekawostki, o której młodzi mieszkańcy Pruszkowa zapewne nie wiedzą, a starsi już nie pamiętają. Na zamarzniętej tafli największego zbiornika wodnego w Parku Potulickich rozgrywano Mistrzostwa Polski w łyżwiarstwie szybkim. W roku 1938, 1946, 1947 i 1948. Dla niektórych osób może to być szok,...
 <h2>Łyżwiarskie miasto</h2>Artykuł ten zacznę od historycznej ciekawostki, o której młodzi mieszkańcy Pruszkowa zapewne nie wiedzą, a starsi już nie pamiętają. Na zamarzniętej tafli największego zbiornika wodnego w Parku Potulickich rozgrywano Mistrzostwa Polski w łyżwiarstwie szybkim. W roku 1938, 1946, 1947 i 1948. Dla niektórych osób może to być szok, dla mnie również był gdy pierwszy raz usłyszałem o tym od ojca. Tor wytyczony dookoła wyspy nie był pełnowymiarowy i z tego powodu zawodnicy musieli robić o jedno okrążenie więcej niż w innych zawodach, ale nadal nie przeszkadzało to, by w naszym parku powstał naturalny tor łyżwiarski na którym rozegrano ogólnopolskie zawody. Zapytacie kto to organizował? Miasto, moi drodzy czytelnicy – zaangażowano uczniów pobliskich szkół, którzy w ramach zajęć WF przygotowywali taflę. Jeździli na łyżwach holując sanki z beczką wody za którymi ciągnęła się filcowa szmata. Woda wyciekająca z beczki kapała na szmatę, co pozwalało na uzyskanie cienkiej, szybko zamarzającej warstwy wody i otrzymanie gładkiej jak lustro tafli lodu. Genialne w swej prostocie i zarazem niezwykle skuteczne. Kiedyś w Pruszkowie działała pierwszoligowa drużyna hokejowa, która trenowała na lodowisku znajdującym się w miejscu hali Znicz – tak, tak dobrze Państwo widzą, hala Znicza planowo była lodowiskiem. Później nasze miasto przeżywało okres „koszykarski” więc zmieniono plany i dobudowano halę.<h2> Naturalne lodowisko dostępne od zawsze</h2> Jeżdżę na łyżwach odkąd pamiętam, za młodu, do parku chodziłem z rodzicami i pamiętam, że od zawsze trzeba było mieć ze sobą łopatę do odśnieżania żeby odgarnąć zalegający śnieg by móc się poślizgać na miejskim stawie. Gdy trochę podrosłem, umawiałem się z paroma kolegami, kto miał to brał łopatę i odśnieżało się małe boisko, na którym można było pograć w hokeja. Od kilku lat jak tylko staw skuje lodem biorę łopatę i odśnieżam ślizgawkę, nie tylko dla siebie, ale dla innych również. Wszystkie miasta starają się zimą otwierać miejskie ślizgawki. Miasto Pruszków w takowe również zainwestowało. Parę lat temu zbudowano na terenie MOSu ślizgawkę dla mieszkańców. Inwestycja głośno ogłaszana, wielka atrakcja i wielkie rozczarowanie, koniec końców. Ktoś z mądrych głów powiedział: „Musimy mieć miejskie lodowisko” więc je zbudowano. Dopiero później zaczęto się zastanawiać co z nim zrobić. Problemów było mnóstwo  zaczynając od tego, że ślizgawka przez połowę zimy była zamknięta bo nie miał kto „obsługiwać” lodowiska.  Gdy znalazła się odpowiednia osoba okazało się, że rolba również nie działa i bez tego nie da się naprawiać lodowiska po całym dniu użytkowania. Po co komu lodowisko na którym nie można jeździć? Kolejnym problemem było brak możliwości wypożyczenia łyżew. Sprawa dość prosta, ale powodująca, że nawet blisko mieszkające osoby wolały jechać do Warszawy bo tam na takich lodowiskach można wypożyczyć łyżwy. Zastanawiam się po co budować taki obiekt, skoro wystarczy odśnieżyć już posiadany? Przecież taka miejska ślizgawka bez wypożyczalni, nie różni się niczym, poza ograniczonym rozmiarem, od miejskiego stawu, który już jest i co roku zamarza tak samo.<h2> Wystarczy tylko chcieć</h2>Przez całe swoje życie spotkałem się tylko raz z tym, że służby miejskie postanowiły zorganizować miejską ślizgawkę w parku Potulickich. Było to jakieś 3 – 4 lata temu. Zima tego roku trwała niezwykle długo, od samego początku grudnia były bardzo niskie temperatury. Po pierwszym tygodniu mroźnych dni na stawie pojawili się pierwsi łyżwiarze, odśnieżyli sobie ścieżki po których razem z rodzinami jeździli. Ten rok był jednak inny – pod koniec zimy w drugiej połowie lutego, w czasie ferii zimowych miasto postanowiło zrobić „prawdziwe” lodowisko dla dzieciaków które nigdzie nie wyjechały – zima w mieście Pruszków. Przyjechał mały pług śnieżny, odgarnął obszerne koło. Następnie do parku wjechał beczkowóz i zaczął zalewać odgarnięte koło wodą. Wyglądało to naprawdę porządnie. Stałem i przyglądałem się z podziwem. Problem był jeden, ale dość istotny przy tworzeniu lodowiska – dwa dni później przyszła odwilż, zaczął padać deszcz i całą pracę szlag trafił. Czemu się tak stało? Główny problem moim zdaniem tkwi w tym, że ludzie w urzędach nie chcą widzieć co robią mieszkańcy miast, którymi zarządzają. Nie wierzę po prostu, że nikt z osób podejmujących decyzję nie widzi tego, że w Parku Potulickich, jak tylko staw zamarznie odpowiednio, pojawia się bardzo wielu mieszkańców, często z całymi rodzinami.   Problem tkwi w tym, że osoby odpowiedzialne siedzą w urzędach, z nosami w papierach zamiast wyjść do mieszkańców i zapytać się: Co możemy, kochani Mieszkańcy, dla Was zrobić? Nie potrzeba tu wielomiesięcznych planów, trzeba zwrócić uwagę czy mieszkańcy już wchodzą na lód, opłacić jeden dzień pracy odpowiednio przygotowanych służb i nasze miasto może się szczycić najlepszym lodowiskiem w okolicy, a nie każde miasto ma tak duże zbiorniki wodne w centrum miasta. Wystarczy tylko chcieć.