Mało kto wie, że w pruszkowskiej Bibliotece Głównej jest cała sekcja z książkami poświęconymi naszemu miastu. Ich autorzy opowiadają o rozmaitych rzeczach: historii Pruszkowa jako całego miasta, poszczególnych instytucji działających niegdyś na jego terenie (np. Zakładów Kolejowych), czy też miejscowych zabytków, wielkich mieszkańców, sztuki itd. Jedną z takich książek chciałbym Wam dzisiaj przybliżyć i gorąco polecić – mowa o „W cieniu Warszawy” Henryka Krzyczkowskiego.

Jeżeli nie kojarzycie nazwiska autora, koniecznie musicie nadrobić zaległości. Henryk Krzyczkowski urodził się w Pruszkowie przy ul. Stalowej w 1914 roku. Był harcerzem 1. Pruszkowskiej Drużyny ZHP, kierowanej przez znanego wszystkim dh. Aleksandra Kamińskiego. We wrześniu 1939 walczył i został ranny podczas obrony twierdzy brzeskiej. Był Podporucznikiem AK i żołnierzem podziemia.

Mimo, że z zawodu był chemikiem, znany stał się dzięki swojej działalności pisarskiej i publicystycznej. Ze swojego zamiłowania do rodzinnego miasta, został jego kronikarzem, opisując dziesiątki, jeśli nie setki lat życia Pruszkowa. Za te zasługi w 2009 roku Prezydent Miasta Pruszkowa Jan Starzyński uhonorował go statuetką Urbs Nova. Rok później – 24 marca 2010 roku –  Henryk Krzyczkowski w wieku 96 lat zmarł w mieście, które darzył tak wielką miłością.

Henryk Krzyczkowski

Jak już się rzekło, Henryk Krzyczkowski zostawił po sobie spuściznę w postaci napisanych dzieł. „W cieniu Warszawy” relacjonuje życie mieszkańców Pruszkowa w czasie II Wojny Światowej. Książka rozpoczyna się zwięzłym przedstawieniem historii dzisiejszego Pruszkowa – od dużej osady produkcyjnej sprzed dwóch tysięcy lat, gdzie starożytni produkowali broń i narzędzia, które później przyłożyły się prawdopodobnie do upadku Imperium Rzymskiego, przez czasy, w których Pruszków należał do licznych rodzin szlacheckim, aż w końcu miasto objął  w posiadanie hrabia Antoni Potulicki. W roku 1895 rozpoczęto parcelację Pruszkowa, osada liczyła wtedy ponad dwa tysiące mieszkańców. Do 1910 roku w Pruszkowie mieszkało już ponad dziesięć tysięcy ludzi – dalszy rozwój miasta zahamował wybuch I Wojny Światowej. W 1914 roku miasto płonęło przez kilka dni, mieszkańcy ginęli od ostrzałów artyleryjskich walczących ze sobą armii niemieckiej i rosyjskiej. W 1915 roku bez walki do Pruszkowa weszła armia niemiecka. Władze okupacyjne 1 stycznia 1916 roku formalnie utworzyły miasto Pruszków w wyniki administracyjnego połączenia okolicznych wiosek, m.in. Żbikowa, Tworek i Pruszkowa. Niemcy ograbiali Pruszków z czego się tylko dało , ale miasto zaczęło odżywać. Ludzie zaczęli się organizować, pomagać sobie. 11 listopada 1918 grupa ludzi z Polskiej Organizacji Wojskowej rozbroiła Niemców stacjonujących w Pruszkowie podczas szybkiej, bezkrwawej akcji. Władze nad miastem zostały przekazane ludności cywilnej, dla Pruszkowa był to koniec I WŚ. Pruszków był wtedy zubożały i ograbiony, ale wciąż silny duchem – ludzi wracali z miejsc, gdzie wysłała ich wojna, miasto znowu zaczęła wracać do życia. Mimo ciężkich warunków i licznych niepokojów społecznych, Pruszków znowu zaczął się rozwijać. Uruchomiono nowe fabryki i hale produkcyjne, powstała elektrownia zapewniająca prąd wszystkim mieszkańcom, w 1928 roku zaczęła jeździć kolejka EKD.

Pruszków stale się rozwijał, ludzie się bogacili – żyło się lepiej. Spokój i dobrobyt trwał do 1939 roku, kiedy to książka tak naprawdę się rozpoczyna. Autor opisuje, jak ludzie reagowali na informacje o możliwym powtórzeniu się tak niedawnej przecież historii. Jak ludzie, którzy znowu zaczęli cieszyć się życiem, znowu muszą przygotowywać się do wojny. II WŚ była dla Polski druzgocąca, nasz kraj zupełnie nie był na nią przygotowany. Ósmego dnia wojny oddziały niemieckie znowu pojawiły się Pruszkowie, wjeżdżając do miasta bez walki. Rozpoczął się kolejny okres okupacji.

Pruszkowscy strażacy w czasie ćwiczeń na terenie folwarku hr. Potulickiego. Obecnie teren kościoła św. Kazimierza od strony ul. Kościelnej (lata 20-te XX w.)

To, co w tej książce dosłownie porywa, to bliskość wydarzeń. Autor opisuje losy zwykłych ludzi, niemal dzień po dniu relacjonując to, co działo się zarówno  w mieście, jak i w całym kraju. Nie jest to jednocześnie historia naznaczona defektem subiektywności, który możemy dostrzec w analogicznych dziełach historycznych, ale wydawanych obecnie (książka została wydana w 1986 roku). Nie jest to wizja wojny, w której bohaterskie oddziały AK gromią Niemców bitwa bo bitwie, nie jest to historia chwalebnego sukcesu. Książka ta jest o zwykłych ludziach, którymi kierują ludzkie odruchy. Ludność miasta z czasem zaczyna się organizować. Powstają podziemnie szpitale, bursy, miejsca nauki. Zaczynają być budowane zręby oporu, ale bardziej ideologicznego, niż zbrojnego. Ludzie przeraźliwie boją się Niemców – wychodzą na ulice tylko wtedy, kiedy muszą. Jeśli widzą patrol niemiecki na ulicy, chowają się czym prędzej. Bardzo smutne są fragmenty, w których opisywane są zachowania niektórych volksdeutschy . Mimo, że mieszkali w Pruszkowie od lat, znali mieszkańców i przyjaźnili się z nimi, niemal z dnia na dzień zapominali o tych więziach, zamieniając je na nienawiść i brak szacunku prezentowany przez okupanta. Zachowanie życia liczyło się bardziej, niż ludzkie odruchy.

Henryk Krzyczkowski zawarł w swojej książce mnóstwo momentów zarówno przygnębiających, jak i krzepiących. Podczas pisania swojej książki, autor przeprowadził dziesiątki wywiadów z uczestnikami tych wydarzeń, przekopał się przez tony dokumentów. W związku z tym podczas czytania jej, poznamy ogromną ilość osób wymienionych z imion i nazwisk i prześledzimy ich historie. Dzieło to dostarczy Wam istne pokłady wiedzy z tamtych lat, dowiecie się rzeczy, których nie przeczytacie prawdopodobnie nigdzie indziej. Poznacie pruszkowskich bohaterów, którzy formalnie współpracując z okupantem, tkali gęstą, podziemną sieć partyzancką, ocalając życie tysięcy ludzi. Poznacie również historię obozu przejściowego Dulag 121, który został założony w roku 1944 na terenie Zakładów Kolejowych. Bo czy wiedzieliście na przykład, że z inicjatywy zakonspirowanych mieszkańców Pruszkowa, do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża dotarła informacja o strasznym traktowaniu więźniów w obozie przejściowym? MCK przysłał wtedy do obozu swoją delegację, przed którą Niemcy odegrali przedstawienie, na jeden dzień pozwalając więźniom żyć w godnych warunkach. Podobnie mało znanym faktem jest rzeczywisty stan uzbrojenia AK. Prawie całe uzbrojenie było przekazywane do Warszawy w celu zabezpieczenia powstania, a i tak nawet do jego wybuchu było go zbyt mało. W Pruszkowie natomiast AK była w zasadzie bezbronna. Informacja o wybuchu powstania dotarła do Pruszkowa z kilkugodzinnym opóźnieniem. W Warszawie trwały już walki i okupant w Pruszkowie już wiedział, czego się spodziewać. Tego dnia jeden z zespołów powstańców, liczący kilka osób, zaatakował dwuosobowy patrol niemiecki… rzucając kamieniami. Atak ten po prostu nie mógł się powieść, powstańcy byli zmuszenie uciekać. Takie fragmenty obrazują, jak beznadziejna była sytuacja.

Uchodźcy po przybyciu do obozu przejściowego Dulag 121

W ostatnich miesiącach wojny – gdy Niemcy już wiedzieli, że przegrają – powstańcy byli jeszcze bardziej zdeterminowani. Krzyczkowski opisuje, jak ramię w ramię walczyli z Niemcami mieszkańcy Pruszkowa mający różne pomysły na powojenną Polskę – prawicowcy, lewicowcy, a także komuniści. Czysty, niezafałszowany obraz historii – coś, czego próżno szukać w wielu nowych opracowaniach historycznych.

Uważam, że „W cieniu Warszawy” jest książką, którą powinien przeczytać  każdy mieszkaniec Pruszkowa, który uważa się za lokalnego patriotę. Nawet jeśli tak nie jest, to tak czy inaczej warto – historia ta jest po prostu bardzo ciekawa i zapewniam Was, że nie będziecie żałować. No a poza tym, warto by było odkurzyć swoją kartę biblioteczną J

 

„W cieniu Warszawy” – życie Pruszkowa w czasie II Wojny Światowejhttps://www.pruszkowmowi.pl/wp-content/uploads/2014/02/resize.pnghttps://www.pruszkowmowi.pl/wp-content/uploads/2014/02/resize-300x300.pngMarcel PiątkowskiAktualnościAutorzyKulturaMiastoPruszków,,,,
Mało kto wie, że w pruszkowskiej Bibliotece Głównej jest cała sekcja z książkami poświęconymi naszemu miastu. Ich autorzy opowiadają o rozmaitych rzeczach: historii Pruszkowa jako całego miasta, poszczególnych instytucji działających niegdyś na jego terenie (np. Zakładów Kolejowych), czy też miejscowych zabytków, wielkich mieszkańców, sztuki itd. Jedną z takich książek...
Mało kto wie, że w pruszkowskiej Bibliotece Głównej jest cała sekcja z książkami poświęconymi naszemu miastu. Ich autorzy opowiadają o rozmaitych rzeczach: historii Pruszkowa jako całego miasta, poszczególnych instytucji działających niegdyś na jego terenie (np. Zakładów Kolejowych), czy też miejscowych zabytków, wielkich mieszkańców, sztuki itd. Jedną z takich książek chciałbym Wam dzisiaj przybliżyć i gorąco polecić – mowa o „W cieniu Warszawy” Henryka Krzyczkowskiego.Jeżeli nie kojarzycie nazwiska autora, koniecznie musicie nadrobić zaległości. Henryk Krzyczkowski urodził się w Pruszkowie przy ul. Stalowej w 1914 roku. Był harcerzem 1. Pruszkowskiej Drużyny ZHP, kierowanej przez znanego wszystkim dh. Aleksandra Kamińskiego. We wrześniu 1939 walczył i został ranny podczas obrony twierdzy brzeskiej. Był Podporucznikiem AK i żołnierzem podziemia.Mimo, że z zawodu był chemikiem, znany stał się dzięki swojej działalności pisarskiej i publicystycznej. Ze swojego zamiłowania do rodzinnego miasta, został jego kronikarzem, opisując dziesiątki, jeśli nie setki lat życia Pruszkowa. Za te zasługi w 2009 roku Prezydent Miasta Pruszkowa Jan Starzyński uhonorował go statuetką Urbs Nova. Rok później - 24 marca 2010 roku -  Henryk Krzyczkowski w wieku 96 lat zmarł w mieście, które darzył tak wielką miłością.<a href="http://pruszkowmowi.pl/wp-content/uploads/2014/02/13265814231012.jpg"><img alt="Henryk Krzyczkowski" src="http://pruszkowmowi.pl/wp-content/uploads/2014/02/13265814231012.jpg" width="660" height="440" /></a>Jak już się rzekło, Henryk Krzyczkowski zostawił po sobie spuściznę w postaci napisanych dzieł. „W cieniu Warszawy” relacjonuje życie mieszkańców Pruszkowa w czasie II Wojny Światowej. Książka rozpoczyna się zwięzłym przedstawieniem historii dzisiejszego Pruszkowa – od dużej osady produkcyjnej sprzed dwóch tysięcy lat, gdzie starożytni produkowali broń i narzędzia, które później przyłożyły się prawdopodobnie do upadku Imperium Rzymskiego, przez czasy, w których Pruszków należał do licznych rodzin szlacheckim, aż w końcu miasto objął  w posiadanie hrabia Antoni Potulicki. W roku 1895 rozpoczęto parcelację Pruszkowa, osada liczyła wtedy ponad dwa tysiące mieszkańców. Do 1910 roku w Pruszkowie mieszkało już ponad dziesięć tysięcy ludzi – dalszy rozwój miasta zahamował wybuch I Wojny Światowej. W 1914 roku miasto płonęło przez kilka dni, mieszkańcy ginęli od ostrzałów artyleryjskich walczących ze sobą armii niemieckiej i rosyjskiej. W 1915 roku bez walki do Pruszkowa weszła armia niemiecka. Władze okupacyjne 1 stycznia 1916 roku formalnie utworzyły miasto Pruszków w wyniki administracyjnego połączenia okolicznych wiosek, m.in. Żbikowa, Tworek i Pruszkowa. Niemcy ograbiali Pruszków z czego się tylko dało , ale miasto zaczęło odżywać. Ludzie zaczęli się organizować, pomagać sobie. 11 listopada 1918 grupa ludzi z Polskiej Organizacji Wojskowej rozbroiła Niemców stacjonujących w Pruszkowie podczas szybkiej, bezkrwawej akcji. Władze nad miastem zostały przekazane ludności cywilnej, dla Pruszkowa był to koniec I WŚ. Pruszków był wtedy zubożały i ograbiony, ale wciąż silny duchem – ludzi wracali z miejsc, gdzie wysłała ich wojna, miasto znowu zaczęła wracać do życia. Mimo ciężkich warunków i licznych niepokojów społecznych, Pruszków znowu zaczął się rozwijać. Uruchomiono nowe fabryki i hale produkcyjne, powstała elektrownia zapewniająca prąd wszystkim mieszkańcom, w 1928 roku zaczęła jeździć kolejka EKD.Pruszków stale się rozwijał, ludzie się bogacili – żyło się lepiej. Spokój i dobrobyt trwał do 1939 roku, kiedy to książka tak naprawdę się rozpoczyna. Autor opisuje, jak ludzie reagowali na informacje o możliwym powtórzeniu się tak niedawnej przecież historii. Jak ludzie, którzy znowu zaczęli cieszyć się życiem, znowu muszą przygotowywać się do wojny. II WŚ była dla Polski druzgocąca, nasz kraj zupełnie nie był na nią przygotowany. Ósmego dnia wojny oddziały niemieckie znowu pojawiły się Pruszkowie, wjeżdżając do miasta bez walki. Rozpoczął się kolejny okres okupacji.<a href="http://pruszkowmowi.pl/wp-content/uploads/2014/02/pr_12.jpg"><img alt="Pruszkowscy strażacy w czasie ćwiczeń na terenie folwarku hr. Potulickiego. Obecnie teren kościoła św. Kazimierza od strony ul. Kościelnej (lata 20-te XX w.)" src="http://pruszkowmowi.pl/wp-content/uploads/2014/02/pr_12.jpg" width="575" height="376" /></a>To, co w tej książce dosłownie porywa, to bliskość wydarzeń. Autor opisuje losy zwykłych ludzi, niemal dzień po dniu relacjonując to, co działo się zarówno  w mieście, jak i w całym kraju. Nie jest to jednocześnie historia naznaczona defektem subiektywności, który możemy dostrzec w analogicznych dziełach historycznych, ale wydawanych obecnie (książka została wydana w 1986 roku). Nie jest to wizja wojny, w której bohaterskie oddziały AK gromią Niemców bitwa bo bitwie, nie jest to historia chwalebnego sukcesu. Książka ta jest o zwykłych ludziach, którymi kierują ludzkie odruchy. Ludność miasta z czasem zaczyna się organizować. Powstają podziemnie szpitale, bursy, miejsca nauki. Zaczynają być budowane zręby oporu, ale bardziej ideologicznego, niż zbrojnego. Ludzie przeraźliwie boją się Niemców – wychodzą na ulice tylko wtedy, kiedy muszą. Jeśli widzą patrol niemiecki na ulicy, chowają się czym prędzej. Bardzo smutne są fragmenty, w których opisywane są zachowania niektórych volksdeutschy . Mimo, że mieszkali w Pruszkowie od lat, znali mieszkańców i przyjaźnili się z nimi, niemal z dnia na dzień zapominali o tych więziach, zamieniając je na nienawiść i brak szacunku prezentowany przez okupanta. Zachowanie życia liczyło się bardziej, niż ludzkie odruchy.Henryk Krzyczkowski zawarł w swojej książce mnóstwo momentów zarówno przygnębiających, jak i krzepiących. Podczas pisania swojej książki, autor przeprowadził dziesiątki wywiadów z uczestnikami tych wydarzeń, przekopał się przez tony dokumentów. W związku z tym podczas czytania jej, poznamy ogromną ilość osób wymienionych z imion i nazwisk i prześledzimy ich historie. Dzieło to dostarczy Wam istne pokłady wiedzy z tamtych lat, dowiecie się rzeczy, których nie przeczytacie prawdopodobnie nigdzie indziej. Poznacie pruszkowskich bohaterów, którzy formalnie współpracując z okupantem, tkali gęstą, podziemną sieć partyzancką, ocalając życie tysięcy ludzi. Poznacie również historię obozu przejściowego Dulag 121, który został założony w roku 1944 na terenie Zakładów Kolejowych. Bo czy wiedzieliście na przykład, że z inicjatywy zakonspirowanych mieszkańców Pruszkowa, do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża dotarła informacja o strasznym traktowaniu więźniów w obozie przejściowym? MCK przysłał wtedy do obozu swoją delegację, przed którą Niemcy odegrali przedstawienie, na jeden dzień pozwalając więźniom żyć w godnych warunkach. Podobnie mało znanym faktem jest rzeczywisty stan uzbrojenia AK. Prawie całe uzbrojenie było przekazywane do Warszawy w celu zabezpieczenia powstania, a i tak nawet do jego wybuchu było go zbyt mało. W Pruszkowie natomiast AK była w zasadzie bezbronna. Informacja o wybuchu powstania dotarła do Pruszkowa z kilkugodzinnym opóźnieniem. W Warszawie trwały już walki i okupant w Pruszkowie już wiedział, czego się spodziewać. Tego dnia jeden z zespołów powstańców, liczący kilka osób, zaatakował dwuosobowy patrol niemiecki… rzucając kamieniami. Atak ten po prostu nie mógł się powieść, powstańcy byli zmuszenie uciekać. Takie fragmenty obrazują, jak beznadziejna była sytuacja.<a href="http://pruszkowmowi.pl/wp-content/uploads/2014/02/Pruszkow_Transit_Camps_refugees_on_siding.jpg"><img alt="Uchodźcy po przybyciu do obozu przejściowego Dulag 121" src="http://pruszkowmowi.pl/wp-content/uploads/2014/02/Pruszkow_Transit_Camps_refugees_on_siding.jpg" width="683" height="480" /></a>W ostatnich miesiącach wojny - gdy Niemcy już wiedzieli, że przegrają – powstańcy byli jeszcze bardziej zdeterminowani. Krzyczkowski opisuje, jak ramię w ramię walczyli z Niemcami mieszkańcy Pruszkowa mający różne pomysły na powojenną Polskę – prawicowcy, lewicowcy, a także komuniści. Czysty, niezafałszowany obraz historii – coś, czego próżno szukać w wielu nowych opracowaniach historycznych.Uważam, że „W cieniu Warszawy” jest książką, którą powinien przeczytać  każdy mieszkaniec Pruszkowa, który uważa się za lokalnego patriotę. Nawet jeśli tak nie jest, to tak czy inaczej warto – historia ta jest po prostu bardzo ciekawa i zapewniam Was, że nie będziecie żałować. No a poza tym, warto by było odkurzyć swoją kartę biblioteczną J