Zapewne nie tylko ja stałam w tym roku przed wyborem na jakie zajęcia dodatkowe zapisać dziecko. Edukacja dziecka od narodzenia, a nawet w ciąży można dziecko edukować, to ona edukacja jest niezbędna przecież. Bez tego to dziecko zostanie co najwyżej przeciętnym zjadaczem chleba, a przecież każdy chce żeby jego dziecku było lżej, łatwiej i żeby coś osiągnął; żeby miał pasję i nie sterczał pod klatką z %. Nie wystarczy program przedszkolny i szkolny choć latami pracują nad nim mądre głowy, na które płacimy nasze niemałe podatki. Jednym słowem trzeba na coś dodatkowego zapisać dziecko.
Początkowo przeraziła mnie zewsząd docierająca oferta mniej bądź bardziej atrakcyjnych zajęć dla dzieci, na które mogłabym wydać majątek nie bacząc na kryzys i globalne ocieplenie. To ostatecznie stwierdziłam, że owszem ofert jest mnóstwo, ale jak kobieta stojąca przed szafą stwierdza, że nie ma co na siebie włożyć, to ja nie wiedziałam na jakie zajęcia się zdecydować. Z pomocą przyszła koleżanka i zaproponowała zajęcia z matematyki, na które puściła 4 letnią córkę?! Pomyślałam może i fajna sprawa, ale jednak wożenie dziecka z Pruszkowa do Warszawy po pracy nie wchodzi w grę. Przeszło mi przez głowę, że gdybym miała córkę to byłoby łatwiej. Zapisałabym ją na balet, gimnastykę albo na jazdę konną i obie byśmy były zadowolone … ale ja mam syna. Mąż sugerował Judo, Piłkę Nożną, Koszykówkę. Tylko nasz syn ma 3,5 roku więc w tym sezonie nie będzie miał okazji zakosztować tych sportów, choć w Pruszkowie są takie możliwości.
Po krótkiej sondzie przeprowadzonej wśród dzieciatych znajomych, których kreatywność mnie zaskoczyła, bowiem pojawiały się informacje o zajęciach teatralnych, garncarskich, origami, szkół sportowych czy muzycznych; zaczęłam przeglądać oferty szkół językowych. Pomyślałam, że choć nie będę oryginalna to być może najłatwiej będzie znaleźć coś w okolicy, w dobrych godzinach i w przystępnej cenie. A tu zonk – okazało się ze rok szkolny to koszt ok 1700zł, co lekko podcięło mi skrzydła. I choć koleżanka z Warszawy mówiła, że u niej w Domu Kultury są zajęcia za 290zł za semestr to ja taniej niż 690zł za semestr nie znalazłam w prywatnych placówkach, a pruszkowskie Domy Kultury nie mają oferty lingwistycznej dla małych dzieci. Więc biorąc pod uwagę wiek dziecka, fakt iż w przedszkolu ma zajęcia z języka angielskiego stwierdziłam, że w tym roku na angielski też Młodego nie puszczę. Tak było również z basenem oraz innymi pomysłami, które tak szybko gasły jak się zapalały.
Po długich przemyśleniach, rozważaniach, a również przeliczeniach stanęło na tym, iż syn pójdzie na tańce. Nie ukrywam, że znaczącym argumentem była bliska odległość szkoły tańca od przedszkola, do którego uczęszcza moja pociecha. To jednak ruch, rówieśnicy i nauka przez zabawę w tym wieku, na zimowe wieczory przeważyły.
Ulżyło mi. Przez rok nie muszę nic wybierać. Następne rozterki edukacyjne dopiero w przyszłym sezonie.
Co zrobić, żeby wychować małego geniusza?https://www.pruszkowmowi.pl/wp-content/uploads/2014/10/uczace-sie-dzieci-obrazek_sredni_4025094.jpghttps://www.pruszkowmowi.pl/wp-content/uploads/2014/10/uczace-sie-dzieci-obrazek_sredni_4025094-300x267.jpgKKPruszkówStyl życia,,,
Zapewne nie tylko ja stałam w tym roku przed wyborem na jakie zajęcia dodatkowe zapisać dziecko. Edukacja dziecka od narodzenia, a nawet w ciąży można dziecko edukować, to ona edukacja jest niezbędna przecież. Bez tego to dziecko zostanie co najwyżej przeciętnym zjadaczem chleba, a przecież każdy chce żeby jego...
<div style="color: #222222; text-align: justify;">Zapewne nie tylko ja stałam w tym roku przed wyborem na jakie zajęcia dodatkowe zapisać dziecko. Edukacja dziecka od narodzenia, a nawet w ciąży można dziecko edukować, to ona edukacja jest niezbędna przecież. Bez tego to dziecko zostanie co najwyżej przeciętnym zjadaczem chleba, a przecież każdy chce żeby jego dziecku było lżej, łatwiej i żeby coś osiągnął; żeby miał pasję i nie sterczał pod klatką z %. Nie wystarczy program przedszkolny i szkolny choć latami pracują nad nim mądre głowy, na które płacimy nasze niemałe podatki. Jednym słowem trzeba na coś dodatkowego zapisać dziecko.</div><div style="color: #222222; text-align: justify;">Początkowo przeraziła mnie zewsząd docierająca oferta mniej bądź bardziej atrakcyjnych zajęć dla dzieci, na które mogłabym wydać majątek nie bacząc na kryzys i globalne ocieplenie. To ostatecznie stwierdziłam, że owszem ofert jest mnóstwo, ale jak kobieta stojąca przed szafą stwierdza, że nie ma co na siebie włożyć, to ja nie wiedziałam na jakie zajęcia się zdecydować. Z pomocą przyszła koleżanka i zaproponowała zajęcia z matematyki, na które puściła 4 letnią córkę?! Pomyślałam może i fajna sprawa, ale jednak wożenie dziecka z Pruszkowa do Warszawy po pracy nie wchodzi w grę. Przeszło mi przez głowę, że gdybym miała córkę to byłoby łatwiej. Zapisałabym ją na balet, gimnastykę albo na jazdę konną i obie byśmy były zadowolone ... ale ja mam syna. Mąż sugerował Judo, Piłkę Nożną, Koszykówkę. Tylko nasz syn ma 3,5 roku więc w tym sezonie nie będzie miał okazji zakosztować tych sportów, choć w Pruszkowie są takie możliwości.Po krótkiej sondzie przeprowadzonej wśród dzieciatych znajomych, których kreatywność mnie zaskoczyła, bowiem pojawiały się informacje o zajęciach teatralnych, garncarskich, origami, szkół sportowych czy muzycznych; zaczęłam przeglądać oferty szkół językowych. Pomyślałam, że choć nie będę oryginalna to być może najłatwiej będzie znaleźć coś w okolicy, w dobrych godzinach i w przystępnej cenie. A tu zonk - okazało się ze rok szkolny to koszt ok 1700zł, co lekko podcięło mi skrzydła. I choć koleżanka z Warszawy mówiła, że u niej w Domu Kultury są zajęcia za 290zł za semestr to ja taniej niż 690zł za semestr nie znalazłam w prywatnych placówkach, a pruszkowskie Domy Kultury nie mają oferty lingwistycznej dla małych dzieci. Więc biorąc pod uwagę wiek dziecka, fakt iż w przedszkolu ma zajęcia z języka angielskiego stwierdziłam, że w tym roku na angielski też Młodego nie puszczę. Tak było również z basenem oraz innymi pomysłami, które tak szybko gasły jak się zapalały.Po długich przemyśleniach, rozważaniach, a również przeliczeniach stanęło na tym, iż syn pójdzie na tańce. Nie ukrywam, że znaczącym argumentem była bliska odległość szkoły tańca od przedszkola, do którego uczęszcza moja pociecha. To jednak ruch, rówieśnicy i nauka przez zabawę w tym wieku, na zimowe wieczory przeważyły.</div><div style="color: #222222; text-align: justify;">Ulżyło mi. Przez rok nie muszę nic wybierać. Następne rozterki edukacyjne dopiero w przyszłym sezonie.</div>