Sporo czasu minęło, odkąd miałem „przyjemność” pisać o ciemnych kartach nie tak odległej historii Pruszkowa. Chodzi oczywiście o mafię, która w ogromnej mierze wpłynęła na postrzeganie miasta przez mieszkańców innych części Polski. Tak to już jest, że w pamięci zapadają nazwiska i pseudonimy, które dla wielu osób kojarzą się jednoznacznie. Tak jest bezsprzecznie w przypadku Parasola, Pershinga, Barabasa, Kiełbasy oraz oczywiście Masy. Jarosław Sokołowski, czyli właśnie Masa, to jedna z byłych wysokich figur struktury przestępczej Pruszkowa. Sokołowski ma wielką wiedzę o strukturach i działalności grupy przestępczej, to także człowiek, który zgodził się na krótki wywiad dla portalu Pruszków Mówi.

źródło: http://ocdn.eu/

Jarosław „Masa” Sokołowski

Już na początku muszę podkreślić, że poprzedni artykuł dotyczący mafii pruszkowskiej okazał się bardzo poczytnym materiałem na naszym portalu. Wiele osób zarzucało mi, że w swojej narracji mijałem się z prawdą. Mogę się z tym zgodzić. Byłem wtedy małym dzieciakiem i nie wiedziałem wszystkiego o tak hermetycznym i niebezpiecznym środowisku. Stąd też narracja z mojej perspektywy może być trochę odmienna od innych. Nie koloryzowałem i nie zmieniałem jednak żadnych faktów.

Jako dziennikarz społeczny chciałbym wyjaśnić, że artykuły o „mieście” i historii wydarzeń grup przestępczych, które pojawiają się na portalu nie mają za zadanie promować, czy gloryfikować takiego sposobu życia i resentymentów do ówczesnej rzeczywistości. Wręcz przeciwnie, ucząc się na błędach z przeszłości należy wyciągać wnioski i zmieniać swoje postępowanie. Tak samo uznał Jarosław „Masa” Sokołowski, który w swojej książce „Masa o kobietach polskiej mafii” przedstawia wyrazisty obraz tego, w jak zróżnicowany sposób płeć piękna traktowana była przez mafiosów. Postanowiłem dotrzeć do byłego gangstera, osoby bystrej i mającej szeroką wiedzę na temat tego, co działo się w „półświatku” kilkanaście lat temu, a następnie zadać mu pytania nawiązujące zarówno do książki, jak i samego Pruszkowa.

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/

„Bardzo kolorowa dekada” – Jarosław Sokołowski po lewej stronie

W zasadzie nikt nie potrafi powiedzieć „całej prawdy” o mafii, bo to niemożliwe, co zresztą podkreśla sam bohater książki. Jednak nikt tak, jak Masa nie był tak blisko wielu „grubych ryb” ze świata przestępczego. Co istotne, tylko Jarosław Sokołowski jako świadek koronny od 2000 roku  (wtedy rozpoczął współpracę z prokuraturą), w „kompleksowy” sposób przedstawił swoją wiedzę policji. Masa nie jest jednak źródłem wszechwiedzy o Pruszkowie, ponieważ o „mieście” nie ma jednej prawdy. Choć bezsprzecznie Jarosław Sokołowski, były gangster, wie, jak było naprawdę. Nikt tak bardzo, jak on nie lawirował między górą i dołem struktur i nie kontaktował się z grupami przestępczymi w całej Polsce. Masa podczas procesu powiedział prawdę procesową – to zrozumiałe – szczegóły natomiast zostawił do książki.

Na rynku nie było jeszcze pozycji, w której były członek mafii takiej rangi w szczegółowy sposób opisywałby to, co działo się w latach osiemdziesiątych i kolejnych dwóch dekadach w Pruszkowie, jego okolicach i innych miejscach, które odwiedzali przestępcy z „miasta”. Faktem wartym nadmienienia jest to, że dziennikarz Artur Górski, autor książki, który był najbliżej Jarosława Sokołowskiego został posądzony o „latanie” z Masą i stracił przez to trochę znajomych. Niemniej współpraca okazała się owocna, a jej wynikiem jest „Masa o kobietach polskiej mafii”.

Książka, w której Artur Górski prowadzi wywiad z Jarosławem Sokołowskim to pozycja wielce wciągająca. Narracja dotyczy przede wszystkim kobiet, które miały styczność z mafiosami i w mniejszym lub większym stopniu zostały przez nich wykorzystane – niektóre w sposób subtelny (oszustwa), inne w najgorszy z możliwych (brutalne zbiorowe gwałty). Dzieło współpracy Sokołowskiego i Górskiego stanowi spektrum opisu różnych grup płci pięknej, które pośrednio lub bezpośrednio obracały się w świecie mafii. Żony, kochanki, matki, git-falbany, giganciary, łatwe misski, tancerki go-go i zwykłe dziwki – historie ich wszystkich zawarte w książce potrafią wywołać u czytelnika najróżniejsze uczucia, od litości do obrzydzenia.

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/

Jedna z grup kobiet dla pruszkowskiej mafii – miss na wyraźne żądanie.

Oprócz kobiet w książce znajduje się także wiele informacji dotyczących „przestępczej infrastruktury”. Stąd też w narracji pojawia się „Bar u Frytki” przy PKP Pruszków, restauracja Masy La Cucaracha przy pruszkowskiej stacji WKD, Planeta, czyli jedna z najsłynniejszych i najbardziej prestiżowych dyskotek w Warszawie w latach dziewięćdziesiątych oraz oczywiście Żbików – opisany w przypisie jako „owiana złą sławą dzielnica Pruszkowa”.

Żeby nie zdradzać fabuły, a zachęcić czytelnika do zapoznania się z „infrastrukturą” gangsterskiego życia, muszę wspomnieć o wyborach Miss Polski w latach dziewięćdziesiątych. Cała impreza stanowiła bowiem nie tylko konkurs piękności, w którym wyłaniane były urocze i powabne dziewczyny, ale stanowiła także inną konkurencję pośród kandydatek – zawody w dostaniu się w orbitę sponsorów ustalających wyniki przez ich rozporki. Zabawianie się z kandydatkami pretendującymi o koronę najpiękniejszej, jak i ze świeżo upieczonymi misskami było proste dla wysoko postawionego członka mafii pruszkowskiej z kilku powodów. Głównym z nich był fakt, że prezesem firmy Missland, która była odpowiedzialna za organizację imprezy, był Wojciech P., bogaty biznesman, który wdrożył gangsterów do tej branży. Praktyki tego typu zostały opisane w rozdziale „Miss na wyraźne żądanie”.

Jeżeli drogi czytelniku to, co do tej pory opisałem wyda ci się gorszące, to najprawdopodobniej sytuacji nie poprawi zawarty w książce, a wspominany teraz opis burdeli, które jak podkreśla Jarosław Sokołowski, stanowiły dosłownie „świetlice gangsterów”, miejsca załatwiania interesów, pracy i „rekreacji”.

Jednak oddajmy głos głównej postaci, wokół której toczy się wątek tego artykułu. Jakie są Pana wspomnienia o Pruszkowie tamtych czasów, czasów mafii. Czy wszystko jest teraz inne?

Jarosław „Masa” Sokołowski:  Ludność zdecydowanie tak. Pruszków z pewnością jest nowocześniejszy. Kiedyś, będąc młodym chłopcem nie miałem wyboru. W tej chwili widzę, że jest kilka warstw społecznych. Wtedy Pruszków był dużą wiochą, gdzie wszyscy się znali. I mnie wszyscy znali, bo biorąc przykład z bandy Barabasa, postanowiłem uprawiać sporty walki i już w wieku 17 lat stanąłem na bramce w Pałacyku (znane miejsce w Pruszkowie – przyp. EC).

Edgar Czop: Pruszków jest bezpieczniejszy niż wtedy?

Zdecydowanie bezpieczniejszy, ale nie za sprawą pruszkowskiej policji, a warszawskiej. Jestem w tych sprawach znakomicie zorientowany i wiem, że to samo, co było kiedyś, czyli korupcja i kolesiostwo, obowiązuje nadal.

EC: Czyli są w Pruszkowie płaszczyzny, które się nie zmieniają. Nawet pomimo tego, że „chłopaki z Pruszkowa” poszli siedzieć albo stracili życie, niektóre patologie ciągle pozostały.

JS: Oni w dalszym ciągu są. Kolega był w „Sekrecie” (jedna z restauracji w Pruszkowie niedaleko supermarketu Lidl i pętli autobusowej – przyp. EC) i spotkał tam Parasola (Janusz P. – przyp. EC), Bysia (Dariusz B.) i Fabiana (Sławomir F.). Wystarczy pojechać na Żbików…

EC: Czyli Żbików ciągle jest owiany złą sławą. Nic się nie zmieniło?

JS: Nic. Dopóki policja tego dobrą szczotą nie wymiecie to nic się nie zmieni. Mafia pruszkowska została rozbita nie w całości, ale po łebkach. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że prokuraturze zależało bardziej na urobku jakimkolwiek, niż na rzetelnej pracy, żeby zlikwidować grupę.

EC: Zła część Pruszkowa nadal funkcjonuje.

JS: Oczywiście, że tak.

EC: Nawiążę teraz do kobiet – głównego tematu Pana książki. Zastanawiam się czy git-falbany, giganciary i kobiety do zadań specjalnych nadal funkcjonują. Może były to tylko symbole tamtych czasów?

JS: Jeżeli rozmawiamy o patologii Żbikowskiej, o ludziach którzy w dalszym ciągu kontynuują ten temat, mówię o temacie mafijnym, to jakie mają być ich żony? Oni się spotykają w swoim gronie, mają specyficzny styl bycia, a kobiety tym nasiąkają.

EC: Czyli jest to pewien rodzaj dziedziczonej patologii.

JS: Tak, z tym że w dużo mniejszym stopniu. Proszę nie zapominać, że ta dekada mafijna –lata dziewięćdziesiąte – nie wzięła się znikąd. Kiedyś z władzą walczyli wszyscy. W 1990 roku, po transformacji ludzie zaczęli jak gdyby się wyciszać, stawali się bardziej normalni. Natomiast duża część społeczeństwa została w tej szarej strefie. I ta szara strefa to my (półświatek – przyp. EC). Będąc chłopcem mogłem być bramkarzem, gangsterem, albo kierowcą tirów.

EC: Dość ograniczona ścieżka kariery. Powracając do kobiet, czy te „od zadań specjalnych”, agentki, nadal działają?

JS: U nas nie było czegoś takiego. Mnie ogarnia pusty śmiech, gdy dziennikarze o tym mówią. Jak Prószyński (wydawnictwo książki Jarosława Sokołowskiego – przyp. EC) chciał żebym napisał o tym kilka zdań, bo jednak te kobiety gdzieś się przewijały, ale można traktować to jednostkowo. Jakaś czarna owca może trafić się nawet w tej chwili. Nie można generalizować, że był jakiś przedział kobiet, które czymś się zajmowały i były do zadań specjalnych – absolutnie.

EC: „Jestem kimś innym, niż byłem, a to znaczy, że muszę żyć inaczej, niż żyłem”. To pańskie słowa pochodzące z książki i na pewno Pan je dobrze kojarzy. Jak zatem zmieniło się życie po staniu się świadkiem koronnym w 2000 roku.

JS: Diametralnie. Ciężko było z diabła stać się aniołem. Ta transformacja przebiegała bardzo powoli, aczkolwiek widywałem się z rodzinami policjantów, którzy byli przy mnie. Oni chętnie kolegowali się ze mną, bo ja byłem swoistą „windą” w karierze tych ludzi. Zresztą człowiek, który mnie pilnował jak tylko zostałem świadkiem koronnym, Adaś Maruszczak, w konsekwencji awansów został szefem CBŚ! I to najdłużej sprawującym urząd. Teraz odwołał go pan komendant Działoszyński. To samo działo się w prokuraturze. Kto tylko ze mną pracował wchodził piętro wyżej, piętro wyżej, piętro wyżej… I wszyscy w „krajówce”, w rejonowych. To niesamowity skok.

EC: Był Pan zatem dla niektórych źródłem awansu. Czyli dobrze się stało dla Pana, jak i ludzi, którzy pracowali nad pańską sprawą po tym, jak stał się Pan świadkiem koronnym.

JS: Osoby, które, kolokwialnie mówiąc, obrabiały mój temat, czerpały z tej znajomości. Ja również zdobywałem wiedzę. Byłem mocno spostrzegawczy, patrzyłem jak się zachowują, jak mówią. Siadając do stołu z kimś i mówiąc co drugie słowo „kurwa”, naprawdę ciężko przestawić się na normalny język.

Dalsza część wywiadu w następnym artykule.

Pruszków oczami Jarosława „Masy” Sokołowskiego Edgar Czop Edgar CzopPolecanePruszkówStyl życia,,,,,,,,,,,,,,
Sporo czasu minęło, odkąd miałem „przyjemność” pisać o ciemnych kartach nie tak odległej historii Pruszkowa. Chodzi oczywiście o mafię, która w ogromnej mierze wpłynęła na postrzeganie miasta przez mieszkańców innych części Polski. Tak to już jest, że w pamięci zapadają nazwiska i pseudonimy, które dla wielu osób kojarzą się...
Sporo czasu minęło, odkąd miałem „przyjemność” pisać o ciemnych kartach nie tak odległej historii Pruszkowa. Chodzi oczywiście o mafię, która w ogromnej mierze wpłynęła na postrzeganie miasta przez mieszkańców innych części Polski. Tak to już jest, że w pamięci zapadają nazwiska i pseudonimy, które dla wielu osób kojarzą się jednoznacznie. Tak jest bezsprzecznie w przypadku Parasola, Pershinga, Barabasa, Kiełbasy oraz oczywiście Masy. Jarosław Sokołowski, czyli właśnie Masa, to jedna z byłych wysokich figur struktury przestępczej Pruszkowa. Sokołowski ma wielką wiedzę o strukturach i działalności grupy przestępczej, to także człowiek, który zgodził się na krótki wywiad dla portalu Pruszków Mówi. Już na początku muszę podkreślić, że poprzedni artykuł dotyczący mafii pruszkowskiej okazał się bardzo poczytnym materiałem na naszym portalu. Wiele osób zarzucało mi, że w swojej narracji mijałem się z prawdą. Mogę się z tym zgodzić. Byłem wtedy małym dzieciakiem i nie wiedziałem wszystkiego o tak hermetycznym i niebezpiecznym środowisku. Stąd też narracja z mojej perspektywy może być trochę odmienna od innych. Nie koloryzowałem i nie zmieniałem jednak żadnych faktów. Jako dziennikarz społeczny chciałbym wyjaśnić, że artykuły o „mieście” i historii wydarzeń grup przestępczych, które pojawiają się na portalu nie mają za zadanie promować, czy gloryfikować takiego sposobu życia i resentymentów do ówczesnej rzeczywistości. Wręcz przeciwnie, ucząc się na błędach z przeszłości należy wyciągać wnioski i zmieniać swoje postępowanie. Tak samo uznał Jarosław „Masa” Sokołowski, który w swojej książce <b>„Masa o kobietach polskiej mafii”</b> przedstawia wyrazisty obraz tego, w jak zróżnicowany sposób płeć piękna traktowana była przez mafiosów. Postanowiłem dotrzeć do byłego gangstera, osoby bystrej i mającej szeroką wiedzę na temat tego, co działo się w „półświatku” kilkanaście lat temu, a następnie zadać mu pytania nawiązujące zarówno do książki, jak i samego Pruszkowa. W zasadzie nikt nie potrafi powiedzieć „całej prawdy” o mafii, bo to niemożliwe, co zresztą podkreśla sam bohater książki. Jednak nikt tak, jak Masa nie był tak blisko wielu „grubych ryb” ze świata przestępczego. Co istotne, tylko Jarosław Sokołowski jako świadek koronny od 2000 roku  (wtedy rozpoczął współpracę z prokuraturą), w „kompleksowy” sposób przedstawił swoją wiedzę policji. Masa nie jest jednak źródłem wszechwiedzy o Pruszkowie, ponieważ o „mieście” nie ma jednej prawdy. Choć bezsprzecznie Jarosław Sokołowski, były gangster, wie, jak było naprawdę. Nikt tak bardzo, jak on nie lawirował między górą i dołem struktur i nie kontaktował się z grupami przestępczymi w całej Polsce. Masa podczas procesu powiedział prawdę procesową – to zrozumiałe – szczegóły natomiast zostawił do książki. Na rynku nie było jeszcze pozycji, w której były członek mafii takiej rangi w szczegółowy sposób opisywałby to, co działo się w latach osiemdziesiątych i kolejnych dwóch dekadach w Pruszkowie, jego okolicach i innych miejscach, które odwiedzali przestępcy z „miasta”. Faktem wartym nadmienienia jest to, że dziennikarz Artur Górski, autor książki, który był najbliżej Jarosława Sokołowskiego został posądzony o „latanie” z Masą i stracił przez to trochę znajomych. Niemniej współpraca okazała się owocna, a jej wynikiem jest „Masa o kobietach polskiej mafii”. Książka, w której Artur Górski prowadzi wywiad z Jarosławem Sokołowskim to pozycja wielce wciągająca. Narracja dotyczy przede wszystkim kobiet, które miały styczność z mafiosami i w mniejszym lub większym stopniu zostały przez nich wykorzystane – niektóre w sposób subtelny (oszustwa), inne w najgorszy z możliwych (brutalne zbiorowe gwałty). Dzieło współpracy Sokołowskiego i Górskiego stanowi spektrum opisu różnych grup płci pięknej, które pośrednio lub bezpośrednio obracały się w świecie mafii. Żony, kochanki, matki, git-falbany, giganciary, łatwe misski, tancerki go-go i zwykłe dziwki – historie ich wszystkich zawarte w książce potrafią wywołać u czytelnika najróżniejsze uczucia, od litości do obrzydzenia. Oprócz kobiet w książce znajduje się także wiele informacji dotyczących „przestępczej infrastruktury”. Stąd też w narracji pojawia się „Bar u Frytki” przy PKP Pruszków, restauracja Masy La Cucaracha przy pruszkowskiej stacji WKD, Planeta, czyli jedna z najsłynniejszych i najbardziej prestiżowych dyskotek w Warszawie w latach dziewięćdziesiątych oraz oczywiście Żbików – opisany w przypisie jako „owiana złą sławą dzielnica Pruszkowa”. Żeby nie zdradzać fabuły, a zachęcić czytelnika do zapoznania się z „infrastrukturą” gangsterskiego życia, muszę wspomnieć o wyborach Miss Polski w latach dziewięćdziesiątych. Cała impreza stanowiła bowiem nie tylko konkurs piękności, w którym wyłaniane były urocze i powabne dziewczyny, ale stanowiła także inną konkurencję pośród kandydatek – zawody w dostaniu się w orbitę sponsorów ustalających wyniki przez ich rozporki. Zabawianie się z kandydatkami pretendującymi o koronę najpiękniejszej, jak i ze świeżo upieczonymi misskami było proste dla wysoko postawionego członka mafii pruszkowskiej z kilku powodów. Głównym z nich był fakt, że prezesem firmy Missland, która była odpowiedzialna za organizację imprezy, był Wojciech P., bogaty biznesman, który wdrożył gangsterów do tej branży. Praktyki tego typu zostały opisane w rozdziale „Miss na wyraźne żądanie”. Jeżeli drogi czytelniku to, co do tej pory opisałem wyda ci się gorszące, to najprawdopodobniej sytuacji nie poprawi zawarty w książce, a wspominany teraz opis burdeli, które jak podkreśla Jarosław Sokołowski, stanowiły dosłownie „świetlice gangsterów”, miejsca załatwiania interesów, pracy i „rekreacji”. Jednak oddajmy głos głównej postaci, wokół której toczy się wątek tego artykułu. <b>Jakie są Pana wspomnienia o Pruszkowie tamtych czasów, czasów mafii. Czy wszystko jest teraz inne?</b> <b>Jarosław „Masa” Sokołowski:  </b>Ludność zdecydowanie tak. Pruszków z pewnością jest nowocześniejszy. Kiedyś, będąc młodym chłopcem nie miałem wyboru. W tej chwili widzę, że jest kilka warstw społecznych. Wtedy Pruszków był dużą wiochą, gdzie wszyscy się znali. I mnie wszyscy znali, bo biorąc przykład z bandy Barabasa, postanowiłem uprawiać sporty walki i już w wieku 17 lat stanąłem na bramce w Pałacyku (znane miejsce w Pruszkowie – przyp. EC). <b>Edgar Czop: Pruszków jest bezpieczniejszy niż wtedy?</b> Zdecydowanie bezpieczniejszy, ale nie za sprawą pruszkowskiej policji, a warszawskiej. Jestem w tych sprawach znakomicie zorientowany i wiem, że to samo, co było kiedyś, czyli korupcja i kolesiostwo, obowiązuje nadal. <b>EC: Czyli są w Pruszkowie płaszczyzny, które się nie zmieniają. Nawet pomimo tego, że „chłopaki z Pruszkowa” poszli siedzieć albo stracili życie, niektóre patologie ciągle pozostały.</b> <b>JS: </b>Oni w dalszym ciągu są. Kolega był w „Sekrecie” (jedna z restauracji w Pruszkowie niedaleko supermarketu Lidl i pętli autobusowej – przyp. EC) i spotkał tam Parasola (Janusz P. – przyp. EC), Bysia (Dariusz B.) i Fabiana (Sławomir F.). Wystarczy pojechać na Żbików… <b>EC: Czyli Żbików ciągle jest owiany złą sławą. Nic się nie zmieniło?</b> <b>JS: </b>Nic. Dopóki policja tego dobrą szczotą nie wymiecie to nic się nie zmieni. Mafia pruszkowska została rozbita nie w całości, ale po łebkach. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że prokuraturze zależało bardziej na urobku jakimkolwiek, niż na rzetelnej pracy, żeby zlikwidować grupę. <b>EC: Zła część Pruszkowa nadal funkcjonuje.</b> <b>JS: </b>Oczywiście, że tak. <b>EC: Nawiążę teraz do kobiet - głównego tematu Pana książki. Zastanawiam się czy git-falbany, giganciary i kobiety do zadań specjalnych nadal funkcjonują. Może były to tylko symbole tamtych czasów?</b> <b>JS: </b>Jeżeli rozmawiamy o patologii Żbikowskiej, o ludziach którzy w dalszym ciągu kontynuują ten temat, mówię o temacie mafijnym, to jakie mają być ich żony? Oni się spotykają w swoim gronie, mają specyficzny styl bycia, a kobiety tym nasiąkają. <b>EC: Czyli jest to pewien rodzaj dziedziczonej patologii.</b> <b>JS: </b>Tak, z tym że w dużo mniejszym stopniu. Proszę nie zapominać, że ta dekada mafijna –lata dziewięćdziesiąte – nie wzięła się znikąd. Kiedyś z władzą walczyli wszyscy. W 1990 roku, po transformacji ludzie zaczęli jak gdyby się wyciszać, stawali się bardziej normalni. Natomiast duża część społeczeństwa została w tej szarej strefie. I ta szara strefa to my (półświatek – przyp. EC). Będąc chłopcem mogłem być bramkarzem, gangsterem, albo kierowcą tirów. <b>EC: Dość ograniczona ścieżka kariery. Powracając do kobiet, czy te „od zadań specjalnych”, agentki, nadal działają?</b> <b>JS: </b>U nas nie było<b> </b>czegoś takiego. Mnie ogarnia pusty śmiech, gdy dziennikarze o tym mówią. Jak Prószyński (wydawnictwo książki Jarosława Sokołowskiego – przyp. EC) chciał żebym napisał o tym kilka zdań, bo jednak te kobiety gdzieś się przewijały, ale można traktować to jednostkowo. Jakaś czarna owca może trafić się nawet w tej chwili. Nie można generalizować, że był jakiś przedział kobiet, które czymś się zajmowały i były do zadań specjalnych – absolutnie. <b>EC: „Jestem kimś innym, niż byłem, a to znaczy, że muszę żyć inaczej, niż żyłem”. To pańskie słowa pochodzące z książki i na pewno Pan je dobrze kojarzy. Jak zatem zmieniło się życie po staniu się świadkiem koronnym w 2000 roku.</b> <b>JS: </b>Diametralnie. Ciężko było z diabła stać się aniołem. Ta transformacja przebiegała bardzo powoli, aczkolwiek widywałem się z rodzinami policjantów, którzy byli przy mnie. Oni chętnie kolegowali się ze mną, bo ja byłem swoistą „windą” w karierze tych ludzi. Zresztą człowiek, który mnie pilnował jak tylko zostałem świadkiem koronnym, Adaś Maruszczak, w konsekwencji awansów został szefem CBŚ! I to najdłużej sprawującym urząd. Teraz odwołał go pan komendant Działoszyński. To samo działo się w prokuraturze. Kto tylko ze mną pracował wchodził piętro wyżej, piętro wyżej, piętro wyżej… I wszyscy w „krajówce”, w rejonowych. To niesamowity skok. <b>EC: Był Pan zatem dla niektórych źródłem awansu. Czyli dobrze się stało dla Pana, jak i ludzi, którzy pracowali nad pańską sprawą po tym, jak stał się Pan świadkiem koronnym.</b> <b>JS: </b>Osoby, które, kolokwialnie mówiąc, obrabiały mój temat, czerpały z tej znajomości. Ja również zdobywałem wiedzę. Byłem mocno spostrzegawczy, patrzyłem jak się zachowują, jak mówią. Siadając do stołu z kimś i mówiąc co drugie słowo „kurwa”, naprawdę ciężko przestawić się na normalny język. <em>Dalsza część wywiadu w następnym artykule.</em>